~Co to będzie?
Rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami. Powiedziałem wielkimi? Chodziło o ogromne! To były niewyobrażalnie szybkie wakacje. Tak na prawdę wszystko stało się jasne. Z dnia na dzień już zbierałem się ze swoim bagażem na stacje King Cross. Wiedziałem już prawie wszystko. Rodzice mi wszystko objaśnili. Sami uczyli się w tej szkole, wraz z tym słynnym Harrym Potterem, choć oni byli w niejakim Ravenclawie.
A gdzie ja trafię? Właśnie to pytanie męczyło mnie przez ostatnie kilka godzin. Jechaliśmy już samochodem. Serce waliło mi jak dzikie. Jeszcze raz przyjrzałem się biletowi. Niby taki jak każdy, a jednak coś dziwnego z nim było. Przyjrzałem się jeszcze raz. 'Peron dziewięć i trzy czwarte'. Jak to możliwe? Przecież na stacji King Cross jest tylko stacja 9 i 10. Nie ma żadnego 'trzy czwarte'. Może to tylko ściema? Może w ogóle jedziemy w jakieś inne miejsce? Ale jednak nie. Dojechaliśmy na parking przed stacją King Cross. Poszedłem bez słowa za moimi rodzicami. Czułem się jak nigdy. Bałem się. Tego co mnie tak spotka, ludzi, nowego otoczenia, a nawet samej magii. Nie da się od tak zmienić swojego życia. Choć przyznam nie raz śniła mi się jakiś budynek w którym spędzałem większość swojego czasu. Może to był Hogwart? Mniejsza. Stanęliśmy przed jakąś barierką
-Jesteś gotowy? - spytał tata. Musisz teraz wziąć rozbieg i trafić prosto w ten murek.
-Że co?! - zaskoczony spytałem.
To było na prawdę dziwne. Nie wiem kiedy to się stało, ale znalazłem się po drugiej stronie. Było tu podobnie, ale roiło się od ludzi. Ostatni taki tłok widziałem w jakimś centrum handlowym. Nim się obejrzałem rodzice już byli obok mnie. Ciężko było się tutaj połapać. Ludzi przepychali się przez innych ludzi. Jedni znikali, a inni w tym samym momencie się pojawiali. Mama i tata czule się ze mną pożegnali. Mimo iż cały czas ich widziałem już za nimi tęskniłem. Bo co zrobię sam? Nikogo tu nie znam, jestem tak jakby inny. Może i rodzice wytłumaczyli mi o co chodzi w tej szkole i o co chodzi z magią, ale czuję się dalej 'inny' jeżeli można tak powiedzieć będąc otoczonym innymi czarodziejami. Wszedłem do pociągu i znalazłem jakimś cudem wolny przedział. Minęło sporo czasu za nim expres zaczął się ruszać dlatego zacząłem czytać książkę. Nim się obejrzałem już odjechaliśmy ze stacji. Ktoś otworzył drzwi od przedziału.
-Czy tutaj jest wolne, choć w sumie widzę, że tak. - powiedziała blondynka o niebieskich oczach. Wyglądała na równie zagubioną co ja.
-Pewnie siadaj.
Na początku panowała niezręczna cisza. W końcu ona odezwała się pierwsza.
-Widzę, że jesteś lekko zdenerwowany. Pierwszy rok? Mnie też to czeka, ale jestem do tego przyzwyczajona, moi rodzice też byli czarodziejami. Tak poza tym jestem Marie.
-Yyyy....Christian. Tak na prawdę od kilku miesięcy wiem kim jestem i gdzie jadę więc jest to dla mnie coś nowego.
Nasza rozmowa nabierała coraz większego rozrzutu. Dowiedziałem się o niej dużo ciekawych rzeczy. Wyjaśniła mi pojęcie mugol, o którym nic nie wiedziałem. Wydawała się dość sympatyczną osobą. Nagle do przedziału weszła starsza pani z wózkiem. Był on wypełnionym różnego rodzaju słodyczami, napojami. Zaproponowała aby coś kupić, ale nie byłem głodny. Za to Marie kupiła 'fasolki wszystkich smaków'. Spytałem się dlaczego wszystkie smaki. Do dzisiaj żałuję tego pytania. Trafiłem na fasolkę o smaku wątróbki. Natychmiast ją wyplułem. Zaśmialiśmy się i jedliśmy dalej. Nikt więcej nie trafił do naszego przedziału. W końcu nadszedł ten czas. Expres się zatrzymał, a z oddala padały krzyki 'pierwszoroczni do mnie!'. Razem z Marie od razu tam ruszyliśmy. Mieliśmy wiele kłopotów aby tam trafić, bo wysocy i starsi przepychali się przodem. W końcu doszliśmy do ogromnego człowieka z dużą i krzaczastą brodą. Zaprowadził nas do łódek. Wszedłem do niej razem z Marie oczywiście i dwoma chłopakami. Jeden z nich był brunetem, a z wyglądu przypominał chłopca pochodzącego z Chin. Mimo tego był sympatyczny, szybko się z nami zaprzyjaźnił. Na imię miał Shon. Kim był ten drugi? Tego nie wiem. Nie odzywał się. W ogóle. Mimo, że go zaczepialiśmy, on nie reagował. Było to co najmniej dziwne. Ale przyzwyczaiłem się już do dziwnych rzeczy. Dopłynęliśmy. Ruszyliśmy najpierw na dziedziniec, a potem byliśmy już przed wielką salą. Serce waliło mi jak dzikie. Doprowadził nas tutaj ten ogromny człowiek, który nazywał się Hagrid, a potem przejęła niezbyt stara pani. Miała długie brązowe włosy, aż do pasa. Chodziła w bardzo długiej i kolorowej szacie. Była to profesor Flower. Uczyła ona zielarstwa jak się później okazało. Wyjaśniła nam wszystkie formalności jeżeli chodzi o przypasowanie do domów. 'Tiara'? Pomyślałem, że może to być bardzo ciekawe. Weszliśmy. Wszystkim pierwszakom szczęka opadła, nawet mi. Oglądałem wszystko jak wryty. Wszyscy stanęliśmy przed krzesełkiem na którym leżała tiara przydziału. Zasady były proste. Podchodzimy kładziemy tiarę na głowę, a ona przydziela nas do domu. Minęło sporo czasu zanim przyszła moja kolej. Marie była już przydzielona do Ravenclawu, Shon do Gruffindoru, a chłopak który się nie odzywa do Slytherinu. Chciałem trafić tam gdzie Shon lub Marie. I w końcu podszedłem do krzesełka. Usiadłem i została mi nałożona tiara. Słyszałem dokładnie co mówiła.
-Hmm....ciekawe.....nie zbyt pewny siebie, a wręcz tchórzliwy. Jednakże jest w tobie coś intrygującego.
W tym momencie zaczerwieniłem się, ale kolor mojej twarzy nie pasował do koloru domu do którego tiara mnie dopasowała.
-RAVENCLAW!